Muzyka w tle: KLIK
Gdybym wtedy nie wyjechała z Gdańska, nigdy nie dowiedziałabym się całej
prawdy. Mama do końca życia pewnie ukrywałaby to wszystko przede mną. Nie
dowiedziałabym się, kim jest mój ojciec. Żyłabym sobie beztrosko, z dala od
tego wszystkiego. Pewnie codziennie dręczyłyby mnie te same pytania, na które
wtedy nigdy nie poznałabym odpowiedzi. A tak… Wiedziałam o wszystkim.
Usłyszałam trzask wejściowych drzwi, więc otrząsnęłam się ze swoich myśli i jeszcze raz spojrzałam w wielkie lustro. W szklanej tafli odbijała się sylwetka kobiety w zaawansowanej ciąży, ubranej w czarną sukienkę i najzwyklejsze, również ciemne botki. Nie uśmiechała się. To nie był ten dzień.
-Kochanie, jesteś gotowa? Chyba musimy już jechać – usłyszałam jego głos, więc przeniosłam wzrok na framugę, gdzie opierał się w ciemnej koszuli. Pokiwałam głową, a tamten jedynie podszedł do mnie i przytulił się do moich pleców, opierając brodę o moją głowę. – Kocham Cię.
-Ja Ciebie też Grześ, ja Ciebie też – uśmiechnęłam się nikle, a tamten ucałował mnie w policzek.
-Boisz się, tego, że ludzie będą Cię osądzać? Sypiasz z własnym przyrodnim bratem.
-Odkąd jesteś przy mnie, nie obchodzi mnie niczyja opinia. – mruknęłam, a tamten tylko zrobił jakąś dziwną minę. – To moje życie i mogę z nim robić, co tylko chcę.
-Nie żałujesz? Tego, że nie pożegnałaś się z mamą?
-Dobrze wiesz, co mi, nam zrobiła. Nienawidzę jej, za to, że to przez nią to wszystko tak wyglądało. A teraz przynajmniej mam spokój. Już nigdy nie wtrąci się w moje życie. – zerknęłam na niego, a tamten wpatrzył się w nasze odbicie w lustrze.
-Ona Cię urodziła, wychowała. To Twoja mama, kiedyś najlepsza przyjaciółka. Tylko ją miałaś przez tyle lat, pamiętasz? Pamiętasz, że tak właśnie było?
-Właśnie, kiedyś tak było. Dopóki nie sprawiła, że moje życie stało się tragedią. To przez nią odszedłeś. To przez nią to wszystko się stało!
-Ale ja wróciłem, jestem tutaj i będę zawsze. A jej już nie ma i nie będzie. Nigdy.
Wzruszyłam tylko ramionami i wyrwałam się z jego uścisku, odchodząc, by zabrać ze sobą niewielką, również czarną torebkę. Może i miał rację, ale co z tego? Przecież to nagle nie zmieni moich uczuć do niej.
W domu mówiłam, że jestem na nią wściekła. Myślałam, że jej nienawidzę. Miałam wrażenie, że jest dobrze, że cieszę się, że umarła, bo przynajmniej mam spokój. I tak też było, do czasu.
Ale gdy zobaczyłam jak mężczyźni w garniturach powoli spuszczają trumnę w dół, myślałam, że sama umrę. Zabolała mnie świadomość, że już nigdy jej nie zobaczę. Nigdy nie napiszę żadnego sms, nie wykonam żadnego połączenia, naciskając na zieloną słuchawkę przy kontakcie „Mama”. Nie uśmiechnę się, nie nakrzyczę na nią, a potem nie przeproszę. Nigdy nie wtulę się w jej ramiona, nie powiem, że ją kocham.
Nigdy. To takie straszne słowo.
Zwłaszcza teraz, gdy przecież sama w niedługim czasie miałam zostać matką. Objęłam już mocno zaokrąglony brzuch i delikatnie ścisnęłam dłoń swojego męża. Tamten jak na zawołanie objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego mocniej. Dopiero wtedy kompletnie się rozkleiłam. Właśnie chowałam własną matkę, której już nigdy miałam nie zobaczyć. Byłam na nią wściekła, owszem, ale przecież mimo wszystko kochałam ją z całego serca. Tyle razem przeżyłyśmy…
Tak, doszło do mnie to, że chętnie cofnęłabym czas. Teraz, już po wszystkim, co przeżyłam. Przynajmniej byłabym już spokojna o to, że Grzegorz w końcu do mnie wróci, że napisze ten cholerny liścik, który zostawi mi pod drzwiami. Że potem będzie mnie przepraszał i mówił, że przez tyle lat w jego sercu byłam tylko ja. I na pewno to wszystko znów odbyłoby się w Parku Chorzowskim, gdzie oczywiście na sto procent bym się pojawiła.
Wtedy wszystko wyglądałoby tak jak teraz, ale byłoby zgoła inaczej.
Nie znienawidziłabym matki po tej akcji w szpitalu. Nie przestałabym się do niej odzywać. Nie ignorowałabym tego, że gorzej się czuje. Wcześniej dowiedziałabym się, że ma kłopoty z sercem. Wtedy mimo wszystko, trwałabym przy niej, by nie stracić ani sekundy z naszych ostatnich wspólnych chwil. Może wtedy moja mama nie zadręczałaby się tak i… nie umarła tak szybko?
Ale tak nie było, nie jest i nie będzie. Teraz jedyne, co mi zostało, to codzienna wizyta na cmentarzu i położenie kwiatów na tym jednym, jedynym, bo jej marmurowym grobie, szeptając słowa: „Kocham Cię mamo”. Bo przecież wiadomo, że tak jest, wciąż, pomimo wszystko. Można denerwować się na swoich rodziców, można im od czasu do czasu ubliżać, można twierdzić, że się ich nienawidzi, ale tak naprawdę to nie wyobraża się sobie tej chwili, w której można stracić jednego z najważniejszych ludzi w swoim życiu.
Człowieka, który był przy Tobie od samego początku. Człowieka, który sprawił, że powstałaś. Człowieka, który Cię urodził, pomimo wielkiego bólu. Który wychował, ponosząc wiele wyrzeczeń. Który nie raz przez Ciebie płakał, ale też i cieszył się, gdy coś Ci się udawało. Który był z Tobą zawsze, nie zależnie od tego, co działo się w Twoim życiu. Taka jest właśnie rola matki.
A ja… ja też powinnam być przy niej w tych jej ostatnich chwilach. Miałam być blisko, ale tak wtedy nie było. Właśnie dlatego teraz przeprowadziliśmy się do Gdańska. Po to, bym była bliżej. Nie ważne było to, że Grzegorz był siatkarzem, że co trochę miał przecież zmieniać miejsce zamieszkania. On jeszcze o tym nie wiedział, ale ja nie zamierzałam opuszczać Gdańska do końca swojego życia. Nie chciałam mieszkać nigdzie indziej.
Teraz pytanie, czy to on mi kiedyś to wszystko wybaczy? Że po śmierci matki wybieram właśnie ją, nie kolejną wspólną możliwą przeprowadzkę?
Otarłam chusteczką mokre od łez oczy. Właściwie to nie wiedziałam, dlaczego płaczę. Czy to dlatego, że to wszystko wokół właśnie się działo? Czy może dlatego, że bałam się jego reakcji na to, że jeżeli gdziekolwiek wyjedzie – do Włoch, Rosji czy gdziekolwiek indziej, nie spakuję się i nie wyjadę z nim?
Ale on przecież musi zrozumieć, chociaż tak naprawdę to był mój błąd, ale popełniony przez niego. Przez moją miłość do niego, która trwała tak długo, że gdyby do mnie nie wrócił, ona sprawiłaby, że zamknęli by mnie w szpitalu psychiatrycznym. Na szczęście, wrócił.
I byliśmy tutaj. Tutaj, gdzie to wszystko się zaczęło i tutaj też wszystko się skończyło. I mimo tego, że boję się swojego dalszego życia jak cholera to… Przecież musi być dobrze.
Co prawda nie wierzę w to tak, jak wierzyłam te kilka lat wcześniej, ale staram się.
Przecież musi być dobrze.
***
Napisany po pewnym odcinku 90210. Nie, nie skopiowałam niczego.
Dodaję dziś, w środku tygodnia, bo… To był dobry dzień. Oby więcej takich, bo to takie cudowne uczucie ulgi, jak sprawy dobrze się układają!
Dlatego też jest i dedykacja: dla moich dwóch sióstr, które wytrzymywały ze mną dotychczas, a zwłaszcza w ostatnich dniach. Dobrze Was mieć! Kociak i Milka – uwielbiam Was kobiety! <3
To oficjalny koniec Grzegorza Kosoka. Wyidealizowałam go sobie i niech już na zawsze taki ze mną pozostanie. W Gdańsku Gabrysi, w jego Katowicach.
Miałam pomyśleć nad kolejnymi częściami, ale… wątpię, żeby takowe się pojawiły. Ale dziękuję tym którzy tu byli, za to, że dotrwali z tą historią do końca!
Usłyszałam trzask wejściowych drzwi, więc otrząsnęłam się ze swoich myśli i jeszcze raz spojrzałam w wielkie lustro. W szklanej tafli odbijała się sylwetka kobiety w zaawansowanej ciąży, ubranej w czarną sukienkę i najzwyklejsze, również ciemne botki. Nie uśmiechała się. To nie był ten dzień.
-Kochanie, jesteś gotowa? Chyba musimy już jechać – usłyszałam jego głos, więc przeniosłam wzrok na framugę, gdzie opierał się w ciemnej koszuli. Pokiwałam głową, a tamten jedynie podszedł do mnie i przytulił się do moich pleców, opierając brodę o moją głowę. – Kocham Cię.
-Ja Ciebie też Grześ, ja Ciebie też – uśmiechnęłam się nikle, a tamten ucałował mnie w policzek.
-Boisz się, tego, że ludzie będą Cię osądzać? Sypiasz z własnym przyrodnim bratem.
-Odkąd jesteś przy mnie, nie obchodzi mnie niczyja opinia. – mruknęłam, a tamten tylko zrobił jakąś dziwną minę. – To moje życie i mogę z nim robić, co tylko chcę.
-Nie żałujesz? Tego, że nie pożegnałaś się z mamą?
-Dobrze wiesz, co mi, nam zrobiła. Nienawidzę jej, za to, że to przez nią to wszystko tak wyglądało. A teraz przynajmniej mam spokój. Już nigdy nie wtrąci się w moje życie. – zerknęłam na niego, a tamten wpatrzył się w nasze odbicie w lustrze.
-Ona Cię urodziła, wychowała. To Twoja mama, kiedyś najlepsza przyjaciółka. Tylko ją miałaś przez tyle lat, pamiętasz? Pamiętasz, że tak właśnie było?
-Właśnie, kiedyś tak było. Dopóki nie sprawiła, że moje życie stało się tragedią. To przez nią odszedłeś. To przez nią to wszystko się stało!
-Ale ja wróciłem, jestem tutaj i będę zawsze. A jej już nie ma i nie będzie. Nigdy.
Wzruszyłam tylko ramionami i wyrwałam się z jego uścisku, odchodząc, by zabrać ze sobą niewielką, również czarną torebkę. Może i miał rację, ale co z tego? Przecież to nagle nie zmieni moich uczuć do niej.
W domu mówiłam, że jestem na nią wściekła. Myślałam, że jej nienawidzę. Miałam wrażenie, że jest dobrze, że cieszę się, że umarła, bo przynajmniej mam spokój. I tak też było, do czasu.
Ale gdy zobaczyłam jak mężczyźni w garniturach powoli spuszczają trumnę w dół, myślałam, że sama umrę. Zabolała mnie świadomość, że już nigdy jej nie zobaczę. Nigdy nie napiszę żadnego sms, nie wykonam żadnego połączenia, naciskając na zieloną słuchawkę przy kontakcie „Mama”. Nie uśmiechnę się, nie nakrzyczę na nią, a potem nie przeproszę. Nigdy nie wtulę się w jej ramiona, nie powiem, że ją kocham.
Nigdy. To takie straszne słowo.
Zwłaszcza teraz, gdy przecież sama w niedługim czasie miałam zostać matką. Objęłam już mocno zaokrąglony brzuch i delikatnie ścisnęłam dłoń swojego męża. Tamten jak na zawołanie objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego mocniej. Dopiero wtedy kompletnie się rozkleiłam. Właśnie chowałam własną matkę, której już nigdy miałam nie zobaczyć. Byłam na nią wściekła, owszem, ale przecież mimo wszystko kochałam ją z całego serca. Tyle razem przeżyłyśmy…
Tak, doszło do mnie to, że chętnie cofnęłabym czas. Teraz, już po wszystkim, co przeżyłam. Przynajmniej byłabym już spokojna o to, że Grzegorz w końcu do mnie wróci, że napisze ten cholerny liścik, który zostawi mi pod drzwiami. Że potem będzie mnie przepraszał i mówił, że przez tyle lat w jego sercu byłam tylko ja. I na pewno to wszystko znów odbyłoby się w Parku Chorzowskim, gdzie oczywiście na sto procent bym się pojawiła.
Wtedy wszystko wyglądałoby tak jak teraz, ale byłoby zgoła inaczej.
Nie znienawidziłabym matki po tej akcji w szpitalu. Nie przestałabym się do niej odzywać. Nie ignorowałabym tego, że gorzej się czuje. Wcześniej dowiedziałabym się, że ma kłopoty z sercem. Wtedy mimo wszystko, trwałabym przy niej, by nie stracić ani sekundy z naszych ostatnich wspólnych chwil. Może wtedy moja mama nie zadręczałaby się tak i… nie umarła tak szybko?
Ale tak nie było, nie jest i nie będzie. Teraz jedyne, co mi zostało, to codzienna wizyta na cmentarzu i położenie kwiatów na tym jednym, jedynym, bo jej marmurowym grobie, szeptając słowa: „Kocham Cię mamo”. Bo przecież wiadomo, że tak jest, wciąż, pomimo wszystko. Można denerwować się na swoich rodziców, można im od czasu do czasu ubliżać, można twierdzić, że się ich nienawidzi, ale tak naprawdę to nie wyobraża się sobie tej chwili, w której można stracić jednego z najważniejszych ludzi w swoim życiu.
Człowieka, który był przy Tobie od samego początku. Człowieka, który sprawił, że powstałaś. Człowieka, który Cię urodził, pomimo wielkiego bólu. Który wychował, ponosząc wiele wyrzeczeń. Który nie raz przez Ciebie płakał, ale też i cieszył się, gdy coś Ci się udawało. Który był z Tobą zawsze, nie zależnie od tego, co działo się w Twoim życiu. Taka jest właśnie rola matki.
A ja… ja też powinnam być przy niej w tych jej ostatnich chwilach. Miałam być blisko, ale tak wtedy nie było. Właśnie dlatego teraz przeprowadziliśmy się do Gdańska. Po to, bym była bliżej. Nie ważne było to, że Grzegorz był siatkarzem, że co trochę miał przecież zmieniać miejsce zamieszkania. On jeszcze o tym nie wiedział, ale ja nie zamierzałam opuszczać Gdańska do końca swojego życia. Nie chciałam mieszkać nigdzie indziej.
Teraz pytanie, czy to on mi kiedyś to wszystko wybaczy? Że po śmierci matki wybieram właśnie ją, nie kolejną wspólną możliwą przeprowadzkę?
Otarłam chusteczką mokre od łez oczy. Właściwie to nie wiedziałam, dlaczego płaczę. Czy to dlatego, że to wszystko wokół właśnie się działo? Czy może dlatego, że bałam się jego reakcji na to, że jeżeli gdziekolwiek wyjedzie – do Włoch, Rosji czy gdziekolwiek indziej, nie spakuję się i nie wyjadę z nim?
Ale on przecież musi zrozumieć, chociaż tak naprawdę to był mój błąd, ale popełniony przez niego. Przez moją miłość do niego, która trwała tak długo, że gdyby do mnie nie wrócił, ona sprawiłaby, że zamknęli by mnie w szpitalu psychiatrycznym. Na szczęście, wrócił.
I byliśmy tutaj. Tutaj, gdzie to wszystko się zaczęło i tutaj też wszystko się skończyło. I mimo tego, że boję się swojego dalszego życia jak cholera to… Przecież musi być dobrze.
Co prawda nie wierzę w to tak, jak wierzyłam te kilka lat wcześniej, ale staram się.
Przecież musi być dobrze.
***
Napisany po pewnym odcinku 90210. Nie, nie skopiowałam niczego.
Dodaję dziś, w środku tygodnia, bo… To był dobry dzień. Oby więcej takich, bo to takie cudowne uczucie ulgi, jak sprawy dobrze się układają!
Dlatego też jest i dedykacja: dla moich dwóch sióstr, które wytrzymywały ze mną dotychczas, a zwłaszcza w ostatnich dniach. Dobrze Was mieć! Kociak i Milka – uwielbiam Was kobiety! <3
To oficjalny koniec Grzegorza Kosoka. Wyidealizowałam go sobie i niech już na zawsze taki ze mną pozostanie. W Gdańsku Gabrysi, w jego Katowicach.
Miałam pomyśleć nad kolejnymi częściami, ale… wątpię, żeby takowe się pojawiły. Ale dziękuję tym którzy tu byli, za to, że dotrwali z tą historią do końca!
okej, powoli. nie wiem, czy to przez tą muzykę [pierwszy raz czytałam z podkładem, się przyznaje xD], czy przez fakt, że ogólnie jestem jakaś smutna i melancholijna ostatnio, no tak, to już wiesz, popłakałam się. *badum tss* wyobraziłam sobie, jakby to była moja mama i... no i nie mogę. ;(
OdpowiedzUsuńzawsze wiedziałam, że każdy umrzeć musi, to naturalne, ale ten fakt zawsze zostawał tam gdzieś z tyłu głowy, nie myśli się o nim.. wydaje się, że to nas nie dotyczy, nie? ale po przeczytaniu tego epilogu, to wszystko stanęło mi przed oczami, to kiedyś stać się musi, lepiej później niż prędzej, ale taka kolej rzeczy.. te liczne kłótnie z mamą, krzyczenie, że się jej nienawidzi, te dobre i te złe chwile.. ahhhh, nie no, nie mogę o tym myśleć, bo się jeszcze bardziej rozklejam. #ok
przejdźmy go głównych bohaterów, Gabi w ciąży, aw. słodko! <3 i dobrze, że im się ułożyło, że są razem. miłość przezwycięży wszystko! ;') myślę, że Grzegorz wybaczy to, ze Gabi z nim nigdzie nie będzie wyjeżdzać. bo przecież nie może być zły za to, że wybrała matkę - najważniejszą kobietę w jej życiu! więc niech się dziewczyna nie martwi, bo podjęła najlepszą z możliwych decyzji. przeprowadzka tu, przeprowadzka tam.. kiedyś to musi się skończyć. co to za życie w biegu? jeszcze z dzieckiem.. oby był chłopczyk, hihi, Kamilek może? fajne zdrobnienie by było - Kamiś, hihih. i bd siatkarzem, jak tatuś! i dziewczynki będą się zanim uganiać, haha. <3 dobra, bo mam jakieś zaburzenia emocjonalne, od płaczu do śmiechu, hahaha, #ok ale i tak mnie kochasz, nie? haha.
no i cóż mogę jeszcze napisać.. mówiłam, że w epilogu wszystko się chrzani zazwyczaj, ale tutaj pewien rozdział został zamknięty, trzeba żyć dalej. grunt, że państwo Kosok są razem. razem wszystko przetrwają. niedługo rodzinka się powiększy, co ich jeszcze bardziej zbliży do siebie, ah. ciężko się bd mi rozstać z tą historią, ale pewnie coś tam jeszcze wykombinujesz, więc czekam na kolejne opowiadanie. może być ono DZIKIE. *cough* Kubi *cough* hahahaah, nie no, nie wtrącam się. to wszystko zależy od Ciebie i Twojej weny i wolnego czasu :) kocham Cięęęę, ale to już wiesz, hihi. i nie wiem, co jeszcze napiać, bo chciałam długi komentarz, ale coś mi nie wychodzi. a, na pdz tez sie zamelduję, ale to chyba wieczorem, po meczu, gdyż teraz WERTER <3 i dziękuję, że znosisz moje doły #lol oraz moje durnowate komentarze, w których na siłę chcę napisać coś mądrego, ale jak zwykle coś idzie nie tak i wychodzi takie dżemor.paaa! <3 xx