8 czerwca 2013

Rozdział pierwszy. W pew­nym mo­men­cie życia wy­daje nam się, że nic nie może już nas zas­koczyć. Jakie przychodzi zdu­mienie, gdy oka­zuje się, że to nie tak...

MUZYKA W TLE: KLIK

-Więcej okienek się nie dało, co? – zaczęła marudzić jedna dziewczyna z którą przypadkowo usiadłam – Jakby to wszystko złożyli do kupy to skończylibyśmy o niebo szybciej!
-No niby tak, ale nie zapominajcie, że tu trzeba się przemieszczać. Niestety, budynki rozsiane są po Katowicach, więc potem troszkę sobie pochodzimy.
Siedzieliśmy właśnie w niewielkiej Sali, do której wpuściła nas poprzednia grupka z naszego roku i czekaliśmy na pierwsze w naszej karierze ćwiczenia. Kompletnie nikogo tu nie znałam, dlatego też usiadłam przy dziewczynie, która wydawała mi się najsympatyczniejsza. Rozmawiałyśmy spokojnie, dopóki do naszej rozmowy nieśmiało nie wtrącił się wysoki brunet.
-Masz rację. Oby tylko nie było to daleko – powiedziałam, a ten krótko zapewnił mnie, że tragedii nie ma – To w porządku. A tak właściwie… To jesteś stąd, że tak wszystko wiesz? Czy może już jakieś informacje od starszych kolegów?
-Jestem stąd. Grzesiek. – odwrócił się do nas jeszcze bardziej i wyciągnął rękę w moją stronę, którą zaraz uścisnęłam, a koleżanka obok tylko pomachała mu z daleka bo niezauważenie zniknęła na drugi koniec Sali i rozmawiała przez telefon.
-Gabrysia – uśmiechnęłam się do niego – I nie jestem stąd. Przyjechałam z Gdańska – tamten na początku zrobił minę typu „jasne, jasne dziewczyno”, a gdy już miałam zamiar wyciągnąć dowód osobisty, tamten po prostu spasował, śmiejąc się, że mi wierzy.  
-Ale serio? Co tutaj robisz? Nie miałaś uczelni nigdzie bliżej?
-Miałam, ale poczułam, że Śląsk to będzie to. W końcu to AWF w Katowicach! – rozłożyłam ręce – Poza tym to dobra okazja poznać nowych ludzi, nową okolicę.
-Skoro chcesz poznać nową okolicę to może… Jakiś spacer czy coś? Piszesz się na to? – nieśmiało zaproponował, a ja zgodziłam się z entuzjazmem kiwając głową, na co chłopak aż się rozpromienił.
-Ale pogadamy później – przerwałam mu, widząc, że coś chce powiedzieć – Chyba przyszedł nas nasz facet z ćwiczeń, więc…
-Jasne. – odpowiedział krótko i odwrócił się do niego przodem. Koleżanka wróciła na swoje miejsce i już obie z uwagą obserwowałyśmy, jak nieznajomy nam jeszcze mężczyzna wyciąga jakieś papiery z teczki i opiera się o biurko.
-Witam państwa bardzo serdecznie na moich zajęciach! – odchrząknął jakby zmieszany swoją wylewnością – Nazywam się Tomasz Nowak i mam nadzieję, że dobrze będzie się nam współpracowało przez ten pierwszy semestr. A teraz państwo pozwolą, że przeczytam listę obecności. Zaczynamy od literki „K”, huh? – zapytał, a tylko niektórzy potwierdzili – Dobrze. Pani Anna Kot? - dziewczyna w pierwszym rzędzie uniosła dłoń, przy okazji odzywając się, że jest. Mężczyzna dźwignął na chwilę głowę, lustrując ją wzrokiem, po czym zwiesił głowę i przeczytał kolejne nazwisko, ponownie na chwilę obserwując nowego studenta. – Pani Gabriela Kosok?
Usłyszałam swoje nazwisko, więc dźwignęłam wysoko rękę i odezwałam się jak podobnie do reszty ludzi. W tym samym momencie jednak w moją stronę gwałtownie odwrócił się brunet, który wcześniej zaproponował mi spacer.
-Kosok? – wymruczał zdziwiony, a ja wzruszyłam ramionami, mówiąc, że to zwykłe nazwisko.
-Niewiarygodne! – usłyszeliśmy nagle wesoły okrzyk pana profesora – A może to zwykła pomyłka? Czyżbyśmy mieli na swojej uczelni jakichś bliźniaków? A może małżeństwo? – reszta patrzyła na niego do końca nie wiedząc o co mu chodzi, dopóki tamten nie wyczytał następnego nazwiska – Grzegorz Kosok?
Ręka bruneta siedzącego przede mną wystrzeliła wysoko w powietrze. Siedziałam i wpatrywałam się w jego plecy jakbym zobaczyła ducha, zresztą czułam to, że tak właśnie wyglądałam.
-Nie jesteśmy rodzeństwem panie profesorze. Ani małżeństwem – usłyszałam jego głos.
-Nie, nie jesteśmy. To zwykły zbieg okoliczności – dodałam, chcąc wesprzeć go w tej głupiej sytuacji. Profesor jeszcze chwilę się na nas popatrzył, ale pokiwał głową na znak, że zrozumiał i przeszedł do dalszej części listy. Grzegorz jeszcze raz odwrócił się do mnie, uśmiechając się z rozbawieniem. Tak, to faktycznie mogło wydawać się zabawne, gdyby nie fakt, że coś mi tu nie grało.
Gdy byłam mniejsza i zapytałam mamę, dlaczego mamy inne nazwiska, odpowiedziała mi, że nazwisko mam po tacie, który odszedł do Aniołków. A kiedy poinformowałam ją o tym, że zamierzam studiować na Śląsku, w Katowicach – nie była zachwycona. Na początku myślałam, że to normalne, że to łączy się z moją wyprowadzką, rozłąką, tęsknotą, samotnością mamy i strachem o mnie, że sobie nie poradzę w nowym mieście. Ale teraz… Chyba chodziło całkowicie o co innego.
-Już koniec siostro. – szturchnął mnie nagle Grzesiek, który nic nie robił sobie z tego zbiegu okoliczności, a jedynie uśmiechał się z rozbawieniem – To co? Spacer przed następnym pytaniem o nasze pochodzenie?
Spojrzałam na niego nieprzytomnie, kiwając głową. Wrzuciłam swoje rzeczy do torby, orientując się, że zamyśliłam się tak głęboko, że nawet nie zapisałam żadnych informacji, które zapewne pan profesor podał.
-Przepraszam, zamyśliłam się. Coś podawał ciekawego? – zapytałam, narzucając na siebie jesienną kurtkę.
-No, no. Pani Kosok – spojrzał na moje dłonie i zaraz zmienił formę – Panno Kosok. Pierwszego dnia już pani nie uważa?
-Och, cicho bądź! – mruknęłam ze śmiechem. Musiałam udawać, że to co zdarzyło się kilka minut temu, nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia, tak jak i na nim. W rzeczywistości ruszyło mnie to jak chyba jeszcze nigdy nic. - To co? Dalej zamierzasz pokazać mi okolicę?

Do następnych zajęć mieliśmy jeszcze chwilę czasu, dlatego Grzegorz korzystając z okazji, że w drodze do głównego budynku AWF przechodziliśmy obok Żabki, wszedł po coś do picia. Ja zostałam na zewnątrz i nie wiele myśląc, szybko wyciągnęłam z kieszeni telefon, odblokowałam klawiaturę i weszłam w tworzenie wiadomości. Rozejrzałam się, czy czasem chłopak nie nadchodzi i wystukałam na klawiaturze:
Już wiem czego tak naprawdę się bałaś - że spotkam swojego ojca. A tu niespodzianka! Jestem z przybranym bratem w jednej grupie. A może się mylę?
Szybko kliknęłam wyślij i weszłam w folder wysłane. Zdążyłam jedynie usunąć raport ze skrzynki a już dostałam sms z odpowiedzią:
Córeczko, to nie tak jak myślisz.
Westchnęłam poirytowana. Kiepsko zaprzeczyła, co znaczyło, że chyba miałam rację. Cholera, wolałabym jej nie mieć! Drzwi z Żabki otworzyły się i wyszedł stamtąd Grzesiek, poprawiając plecak na ramieniu. Szybko wyklepałam:
Liczę na to, że mi to wyjaśnisz. Zadzwonię wieczorem, teraz mam zajęcia.
I schowałam telefon do kieszeni, mimo że ten nagle zaczął dzwonić. Próbowałam go ignorować, ale w końcu uległam i wyciągnęłam komórkę z kieszeni, rozłączając połączenie.
-I co tam? – zagaił widząc moją nieciekawą minę – Coś się stało?
-Nic ważnego – machnęłam ręką, chcąc szybko zmienić temat – Co kupiłeś dobrego?  - chłopak zaczął wyliczać, a ja przystanęłam kilka metrów przed pasami –Poczekaj, poczekaj. Teraz zrobię akcję na biednego i głodnego studenta. Daaasz trochę?
Tamten słysząc mój błagalny ton, roześmiał się w głos i obejmując mnie za ramiona, pociągnął mnie za sobą, kiedy wchodziliśmy na pasy, gdy na sygnalizacji świetlnej przy przejściu dla pieszych zaświeciło się zielone światło.
Co mogłam stwierdzić po kilku godzinach z nim? To, że jest naprawdę świetnym chłopakiem.
 
-Ciekawe gdzie jest ta Twoja koleżanka. – usłyszałam go, kiedy siedzieliśmy w całkiem innej Sali niż poprzednio. Ta była zdecydowanie lepsza! – Nie? - wzruszyłam ramionami bezradnie. Nie wiedziałam gdzie się podziewa, a kolejny profesor zamierzał się do czytania listy.
-Pani Kowalska… - rozejrzał się po naszych twarzach, po czym zmarszczył brwi, ale za chwilę jakby mu się coś przypomniało - A tak, przepisała się do innej grupy!
-Co? – mruknęłam niepewnie.
-Przepisała się do innej grupy? Szkoda. – znów się do mnie odezwał, a ja w tej samej chwili doszłam do wniosku, że jak dobrze pójdzie, to przez trzy lata jestem na niego skazana. Wymusiłam uśmiech na mojej twarzy i potwierdziłam jego zdanie, a w duchu westchnęłam tego dnia już chyba tysięczny raz.
Zaczynało być naprawdę ciekawie. I to z bratem, który o moim pojęciu nie wiedział. Ale może to i dobrze…

***
Odkryłam swe karty. Gabriela jest... Dokładnie! Ale uwierzcie mi, na tym to się nie skończy. Przed nami jeszcze 6 rozdziałów. No, będzie się działo! A póki co, zmykam spać. Nareszcie dłużej niż 2-4 godziny.
Do spisania za tydzień!

2 komentarze:

  1. No nieźle brat i siostra, już wiem co miałaś na myśli mówiąc, że Cię ochrzanię :D No cóż takiego obrotu spraw się nie spodziewałam. Wydaj się być sympatyczny :P Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. panna Kasia :)8 czerwca 2013 16:12

    Bardzo mi się podoba, nie bedzie klasycznie. Tylko czego tu się dalej spodziewać... Czekam na ciąg dalszy! Buźka

    OdpowiedzUsuń