7 lutego 2013

Rozdział drugi.

Już od dawna czekałam na chwilę, gdy będziemy mogły uciąć sobie dłuższą pogawędkę. Zawsze była taka zagoniona. Rozumiem, praca nauczycielki wcale nie była łatwa. Ale jednak, przyjechałam tu tylko na trochę, o czym pragnęłam poinformować ją w cztery oczy, mimo wszystko. Na szczęście, mimo nawału jej pracy, znalazła dla mnie czas.
-Przepraszam Cię kochana, ale dwie godzinki muszą nam wystarczyć. Mam tyle roboty na jutro, a jeszcze dyrektorka obarczyła mnie jakimiś statystykami, no po prostu wściec się to mało. No, ale nie ważne, o czym chciałaś ze mną pogadać? – w biegu zaczęła się rozbierać, równocześnie mówiąc.
-Siadaj. Zamówiłam Ci kawę, taką jak lubisz – uśmiechnęłam się do niej i wskazałam na filiżankę parującego napoju.
-Jesteś Aniołem! – mruknęła, zamaczając już wargi w małej czarnej. A ja tylko westchnęłam cichutko pod nosem. Wiedziałam, że za niedługo nie będzie już tak fajnie. – No? – próbowałam jeszcze zboczyć z tego tematu, który miałam podjąć, ale Ona przecież doskonale mnie znała – Nie zmieniaj tematu. Co jest?
Wtedy już po prostu musiałam powiedzieć jej prawdę.
-Bo widzisz, chodzi o to, że muszę Ci o czymś powiedzieć. – kiwnęła głową na znak, że mam kontynuować, ale ja uparcie zaczęłam mieszać swoją gorącą czekoladę. – Pamiętasz, jak obiecałam Ci, że kiedyś tu wrócę?
-Pamiętam i dotrzymałaś słowa. Więc, o co chodzi?
-Bo tak jakby… Nie wróciłam tu na stałe, jak wtedy to mówiłam. Jestem tutaj dosłownie na kilka dni, by sprzedać swoje mieszkanie i wrócić do Włoch. Na zawsze.
Mogłam powiedzieć to odrobinę później, kiedy tamta odłoży filiżankę z gorącą kawą, jednak nie wiedziałam, że zacznie się krztusić! Już ruszałam na pomoc, wstając ze swojego krzesła, kiedy tamta wychrypiała po prostu: „Ani waż się mnie dotykać!”. Zdębiałam totalnie. Nie wiedziałam, co mam z sobą zrobić, powiedzieć. Po prostu patrzyłam jak tamta się dusi.
-Dlaczego? Zostawiasz mnie, rezygnujesz z naszej przyjaźni? – wyksztusiła, kiedy przestała kaszleć.
-Przecież wiesz, że nie.
-No właśnie nie wiem. Obiecałaś. Obiecałaś, że tu wrócisz, że to tylko chwilowe!
-Ale popatrz, dałyśmy radę. Był codzienny, wieczorny skype, gadu – gadu!
-Tak, a podczas rozmowy nie dałaś mi nawet dojść do słowa! To był monolog, wiesz? Monolog?! Chyba jeszcze pamiętasz, co to jest? – warknęła, kiedy spojrzałam na nią ze zdziwieniem. – Nawet nie wiesz ile się u mnie zmieniło.
-Nic nie mówiłaś…  
-Bo zawsze mi przerywałaś, zawsze miałaś coś ważniejszego do powiedzenia!
-Przecież… - już miałam coś powiedzieć, kiedy doszły do mnie jej słowa. Miała rację, chyba faktycznie tak było.
-Nie wiesz, co powiedzieć, prawda? Daj spokój, to już nie ważne. Jedź sobie do tych Włoch, miej cudowne życie z dala od swojej najlepszej przyjaciółki. Zresztą, tam pewnie już masz inne, lepsze.
-Ale…
-Żegnaj. Przepraszam, ale ja nie wytrzymam kolejnych dni, gdy będziesz opowiadała tylko o sobie, o swoim dniu przez skype, nie powiem ile kilometrów stąd. Potrzebuję Cię tutaj, dla mnie, takiej jaką byłaś kiedyś. Ale tego już nie dostanę.
I nie dokończywszy swojej ulubionej kawy, po prostu wstała i w pośpiechu się ubierając, wyszła z naszej kawiarni. A ja siedziałam nie dowierzając w to, co właśnie się stało. Moja najlepsza przyjaciółka po prostu… zakończyła naszą przyjaźń! A przecież znałyśmy się od podstawówki. Zawsze byłyśmy razem, zawsze się wspierałyśmy. A teraz ona nie potrafiła zrozumieć, że wiodło mi się lepiej, niż jej. To było naprawdę przykre.
Otarłam ukradkiem jedną samotną łzę, bo ludzi było tutaj było naprawdę wiele, a ja nie chciałam pokazać swojej słabości. Rzadko to robiłam, ale oczywiście bywały takie momenty. A ta, która właśnie przed chwilą odeszła, znała je wszystkie.
To teraz nie pozostało mi nic innego, jak sprzedać to mieszkanie i wynieść się do Włoch. Do Włoch, w których przecież mogła zamieszkać ze mną, gdyby tylko chciała…
Ale nie chciała.

Obudziłam się, słysząc dzwoniący telefon. Zerknęłam na zegarek. Przed czwartą. Zaklęłam. Jak mogłam nie wyłączyć budzika, który raz, że był nieaktualny, dwa - oznajmiał mi, że za chwilę miałam z przyjaciółką powrotny autobus z imprezy do domu?
Już miałam kłaść się z powrotem spać, kiedy poczułam zapach spalenizny. Wyszłam spod kołdry i przeszłam całe mieszkanie, specjalnie wchodząc do kuchni. Jednak tu wszystko było w porządku. Już wracałam do sypialni, kiedy coś mnie tknęło by wyjrzeć za okno. I wyjrzałam. A przed moimi oczami zobaczyłam jak schody z werandy stoją w płomieniach. Momentalnie wbiegłam z powrotem do sypialni, która znajdowała się od drugiej strony domu i otworzyłam okno na oścież. Nie wiele myśląc wyrzuciłam na szczęście jeszcze nierozpakowany bagaż i sama zabierając wczorajsze ubrania ze stołka, piorunująco szybko przebrałam się, chowając komórkę leżącą na łóżku. Przeleciałam jeszcze do przedpokoju by porwać buty, a potem szybko wróciłam do sypialni. Stamtąd wydostałam się oknem. Z kieszeni spodni wybrałam numer straży pożarnej i oddaliłam się od palącego się domu jak tylko mogłam najdalej.
Rozmawiałam przez telefon ze strażą siedząc już na chodniku. Było mi słabo jak nigdy. A nawet co chwilę moim ciałem wstrząsały drgawki. Siedziałam i wpatrywałam się w cały mój dobytek, który stał w płomieniach, a ja nic nie mogłam na to poradzić. Kiedy przyjechała straż, usłyszałam wielki huk. Zamknęłam oczy. Doskonale wiedziałam, co zobaczę, gdy je otworzę. A oni już na pewno nic nie mogli na to poradzić.
Boże… Gdybym nie obudziła się o tej porze, zginęłabym w płomieniach. I pomyśleć, że wróciłam tu by, sprzedać mieszkanie i na stałe wyjechać do Włoch. A gdyby nie ten budzik, którego przypadkiem nie wyłączyłam… Nie wróciłabym tam. A jednak, żyłam. Teraz już bez problemu mogłam wyjechać. Niby nic mnie już tu nie trzymało, a jednak – tak nie było. I ja doskonale o tym wiedziałam.

Zapukałam do drzwi po raz kolejny, jednak nic się nie działo. Nikt mi nie otwierał. Zrezygnowana usiadłam na schodach i oparłam głowę o chłodną ścianę. Zaczęłam kalkulować. Może przecież wyjść stąd dopiero po ósmej, a nawet i później. Możliwe, że właśnie gości u siebie jakąś panienkę poznaną dopiero wczoraj. Zamknęłam oczy. Poczekam, aż wyjdzie.
Z oddali usłyszałam jakiś głos, a potem poczułam jak ktoś delikatnie potrząsa moim ramieniem. Uchyliłam oczy i spostrzegłam, że nade mną stoi właśnie On.
-Co Ty tu robisz? – zapytał zaskoczony, a z moich oczu po prostu pociekły łzy. A on po prostu chwycił mnie w pasie i podniósł z zimnych schodków. Przylgnęłam do jego ciepłego ciała i pozwoliłam, by wprowadził mnie do siebie, niczym jakąś kukiełkę. A potem… Straciłam jakikolwiek kontakt z rzeczywistością.
Przebudziłam się tylko na chwilę, czując jak ktoś odgarnia z mojego czoła włosy i opatula mnie kołdrą jeszcze bardziej. Byłam w takim stanie, że przesunęłam się tylko o kilka milimetrów i przylgnęłam tylko do ciepłego ciała obok. Usłyszałam tylko ciche westchnienie, a potem znów wszystko odpłynęło. Tak naprawdę to obudziłam się dopiero, kiedy było ciemno. Nie wiedziałam, czy jest dopiero wieczór, czy już noc, a może zaczyna się już następny dzień. Skierowałam głowę w stronę, gdzie powinien być zegarek. Dwudziesta.
Powoli wygramoliłam się z łóżka i wyszłam z pokoju. Boso przeszłam do łazienki, a potem skierowałam swe kroki do salonu, gdzie cichutko grał telewizor. On siedział na kanapie i jak zwykle przerzucał kanały pastwiąc się nad pilotem.
-Dziękuję – wyszeptałam, siadając obok niego. Kiwnął głową, a na moich ramionach zaraz znalazł się gruby i ciepły koc. W tym momencie czułam się taka bezpieczna. Wszystko ze mnie spłynęło, jednak nie chciałam dać po sobie tego poznać. – I przepraszam, że tu przyszłam. ale to była pierwsza myśl. Pokłóciłam się z przyjaciółką, ja naprawdę nie miałam się gdzie podziać. Bo… Ktoś spalił mój dom. – wyszeptałam cicho, ale jednak on to usłyszał - On tak po prostu spalił się na moich oczach. I gdyby nie obudził mnie źle nastawiony budzik, nie byłoby mnie tutaj…
-Dobrze, że jesteś. – usłyszałam po chwili ciszy, a na sercu zrobiło tak jakoś dziwnie ciepło. Uśmiechnął się do mnie niepewnie, a potem szybko, tak jakby się wstydził ucałował mnie w czoło, pytając czy dobrze się czuję. Przytaknęłam. Tak, przy nim naprawdę czułam się dobrze. Choć wcale przecież nie powinnam.

***
Dodaję, choć za nic nie potrafiłam się doliczyć, czy dziś to już ten 12 dzień. Jest to spowodowane moim wielkim strachem przed nadchodzącym poniedziałkiem. Chyba jeszcze się tak nie bałam...
No cóż, do za dwanaście dni. I oby już wszyscy byli usatysfakcjonowani wynikiem swojej drużyny, bo ja ani trochę nie jestem z tego wszystkiego zadowolona. Ale wszystkiego mieć się nie da....

1 komentarz:

  1. chciałaś komentarza? to masz! AGATA POWRACA I JEST W SWOJEJ ŻYCIOWEJ FORMIE, YO. właśnie ściąnęłam wszystkie ciuszki z krzesełka, żeby sobie wygodnie usiąść, bo wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. #suchar ajć, zapomniałam, że tu się nie podkreśla hashtag. to nie Twitter, haha. przepraszam Cię, że takie głupotki tu na razie piszę, ale ja tak przeważnie mam, że nie mogę się na początku mojej wypowiedzi skupić. XD a tu w radio jest leci BRYTNEJ BICZ! hahaha, no to przez te 3 minuty z hakiem bd pisać głupoty, bo nie napiszę nic konstruktywnego przy tej piosence. marne moje tłumaczenie, marne, ale cóż.. i tak sobie teraz przypominam, jak pisałyśmy w komentarzach an blogach haha, odniesienia do odniesień. XD a właśnie, co z nie-gorszą? hm? ja nadal czekam na część dalszą! nie żeby coś mi w tym nie odpowiadało, bo oczywiście jest perfekcyjne jak zawsze i jestem z Ciebie [uwaga, będzie wulgaryzm] cholernie dumna <3, ale chciałabym poznać zakończenie tamtego. xD i chyba znowu silę się a najdłuższy komentarz ever, tylko muszę pamiętać, żeby wszystko skopiować przed kliknięciem 'opublikuj'. wiadomo, Blogspot to nie to, co Onet, figli zazwyczaj nie płata, ale z moim szczęściem.. ekhm. różnie może być. i tak sobie teraz myślę, że może Ci się nie chce czytać moich nędznych wypocinowych komentarzy..? może op prostu oczekujesz konkretnego komenta dotyczącego tego rozdziału, a nie tego, co ja sobie tam ubzduram. ale cóż, ja to ja, stylu wprowadzenia.. o, INWOKACJI. :D nie zmienię. dobra, zabieram się za normalny komentarz. kurde, 17 na karku,a piszę jak upośledzone dziecko neostrady. :o

    A WIĘC NIŚKU MÓJ NAJDROŻSZY!
    Ty doskonale wiesz, że ja Cię uwielbiam. ale co tu się dzieje?! jaki pożar?! Boże, czy Ty chcesz mnie zabić? Matko z córką..a jakby ten durny budzik nie zadzwonił? no to co by to było, hmm? byś się ostro tłumaczyła, to Ci obiecuję. :D ja też mam problem z budzikiem. w komórce to czasem dopiero po 13, a nie po 6 godzinach dzwoni np jak rano wstaję. lolz. no, ale On. *.* jejku, to bylo takie hm.. romantyczne. no bo dziewczynie świat się wali na głowę, straciła przyjaciółkę [zazdrość zła cecha. znam z autopsji], jej dobytek legł w gruzach.. a przy nim może czuć się bezpiecznie.. dobrze, że chociaż jego ma. man tylko nadzieję, że nie stanie się jej już żadna krzywda. nieźle na początku się wycierpiała, to co to będzie dalej? ględzę, a nie komentuję, przepraszam. .___. ale to przez ferie. <3 a teraz możesz się odnosić do mojego komenta na TT. do spisania i kocham Cię i Twoje pisanie. <3 // via. Agata.

    OdpowiedzUsuń